#1 Miniaturka

12:21 0 Comments A+ a-

  " Coś Ty sobie myślała ? "

 Fred siedział w swoim domu i popijał Ognistą Whisky. Była jego najlepszą przyjaciółką. W końcu to ona pomogła mu zapomnieć o śmierci brata[1], była jego jedyną towarzyszką w cierpieniu. Pociągnął zdrowy łyk i poczuł przyjemne ciepło, kiedy bursztynowy napój rozniósł się po całym ciele. Po śmierci Georga nie mógł znieść pustki, która go otaczała. Wtedy odzywała się jego czarna natura. Kradł, wyzywał, szydził i krzywdził innych. Kiedy miał tarapaty zawsze zwracał się o pomoc do Hermiony. Oprócz Ognistej była jeszcze ona. Również mu pomagała. Pewnie gdyby nie jej wyciągnięta dłoń, nieraz znalazłby się przed Sądem. Wiedział, że robi to dlatego, że widzi jego cierpienie i za wszelką cenę chce je załagodzić. Opróżnił szklankę i deportował się przed drzwiami kawiarni. Wiedział, że dziś miało odbyć się tam spotkanie Snape’a i McGonagall. Być może zjawi się również Dumbledore2. Obiło mu się o uszy, że stuknięta Trelawney znów przepowiedziała coś ważnego. Nauczyciele mieli spotkać się, by porozmawiać o miejscu ukrycia przepowiedni. Idealna okazja na dowcip. Otworzył drzwi i odnalazł wzrokiem trzy postacie siedzące w roku pomieszczenia. Obsypał się Proszkiem Niewidzialności i ruszył w ich kierunku. Dumbledore wyciągnął z kieszeni przeźroczystą kulę i pokazał pozostałym nauczycielom. Kiedy wszyscy dokładnie ją obejrzeli, dyrektor schował przepowiednię do materiałowej sakiewki, którą wsunął z powrotem do kieszeni szaty. Madame Rosmelda podeszła do ich stolika pytając o zamówienia i pytając o samopoczucie. Był to idealny moment dla Freda. Szybko wyciągnął kulę i puścił po podłodze. McGonagall i Snape zerwali się z miejsc z przerażeniem wpatrując się w przepowiednię turlającą się po kawiarni. Wtedy poczuł, że Proszek traci swą moc. Czym prędzej wybiegł na dwór, lecz nauczyciel eliksirów zauważył skrawek jego szaty. Puścił się biegiem gorączkowo myśląc gdzie mógłby się schować. Od razu skierował się w stronę domu Hermiony. Wbiegł do środka i zdjął pelerynę.
- Miona! Musisz mi pomóc! - Cisnął ubranie w kąt i spojrzał błagalnie na zdziwioną dziewczynę.
- Fred...
- Proszę!
- Uhh... Niech ci będzie. Ale tym razem to ostatni raz! - Spojrzała na niego groźnie, po czym potarła dłońmi skronie. - Coś znów wywinął?
- Nic takiego... Przeszkodziłem Snape’owi, McGonagall i Dumbledore’owi w kawce...
- Skoro mam ci pomóc musisz być ze mną szczery!
- Nie ma czasu! Opowiem ci później... Zaraz tu będą...
- Okey. Siadaj.
- Gdzie?
- Na ziemi!
- Dlacze...
- Po prostu rób co ci karzę! - Warknęła tracąc cierpliwość. Fred posłusznie wykonał polecenie, siadając na białych kafelkach.
- Co teraz?
- Hmm... Musimy ich przekonać, że cały czas byłeś ze mną... - Usłyszeli tupot stup i spojrzeli na siebie ze strachem. - Udawaj, że mnie całowałeś.. Jak tu wejdą musisz udawać oburzenie. Mówienie zostaw mi, jasne?
- Jasne. Tylko dlaczego udawać? - Spojrzał na nią z filuternym uśmiechem. Hermiona przygryzła wargę, żeby się nie roześmiać.
- Bo chyba nie chcesz żebym zwymiotowała ci na koszulkę. - Wybuchli śmiechem ale natychmiast się opanowali. Fred powoli zbliżył swoją twarz do twarzy Miony. Dłonią delikatnie odgarnął jej włosy i zaczął wsłuchiwać się w bicie jej serca, które teraz niebezpiecznie przyspieszyło. Spojrzał jej w oczy i zobaczył wstyd i zażenowanie. Uśmiechnął się delikatnie i przybliżył swoje usta do jej warg, co wywołało u niej rumieniec. Podobało mu się to. Wiedział, że ma powodzenie u dziewczyn. Był przystojny i potrafił uwodzić. Teraz odkrył, że działa tak nawet na swoją przyjaciółkę. Już miał ją pocałować, kiedy otworzyły się drzwi i do środka wpadło trzech nauczycieli. Odskoczyli od siebie, Hermiona różowa na twarzy, Fred oburzony.
- Hej! Co to ma być?! Od kiedy to wolno włamywać się do czyjegoś domu?!
- Oh.. Najmocniej przepraszamy... Nie chcieliśmy... przeszkadzać. - Dumbledore uśmiechnął się szeroko spoglądając zza okularów - połówek na chłopaka. - Panno Granger? Czy pan Weasley długo z panią przebywał?
- O tak! Był ze mną od rana. Właśnie... Sobie rozmawialiśmy.
- A czy przypadkiem nie było go dzisiaj Pod Trzema Miotłami?
- Mogę pana zapewnić, że nie oddalił się ode mnie na krok, profesorze.
- No dobrze. Kontynuujcie... rozmowę. Miłego dnia.
- Do widzenia.
- Mogę się założyć, że to był on. - Snape rzucił wściekłe spojrzenie Fredowi, lecz ten patrzył na niego wzrokiem niewiniątka.
- Na czym to skończyliśmy? - Zapytał chłopak patrząc na nią uwodzicielskim wzrokiem.
- Chyba na tym, że wychodziłeś. - Uśmiechnęła się szeroko i popchnęła go lekko w stronę drzwi. - I pamiętaj, że to był ostatni raz!
- Tak, tak. Do zobaczenia. I dziękuję.
- No leć już. Zaraz przyjdzie Neffie.
- Moja śliczna blondyneczka? To może zostanę?
- Nie, nie, nie. Ty już musisz iść. Papa! 


~*~

 Neffie była śliczną, zielonooką blondynką. Dla Hermiony była jak siostra, której nigdy nie miała. Neffie była mugolem ale to nie osłabiało więzi ich przyjaźni. Jej ojciec mieszkał we Włoszech, więc poleciała go tam odwiedzić. Po powrocie od razu przyjechała do Miony, by wszystko jej opowiedzieć. 
- Wiesz, że Zabini pytał o ciebie? - Zmieniła temat Hermiona.
- Tak? A co chciał wiedzieć? - Blondynka delikatnie się zarumieniła.
- Zastanawiał się gdzie bez niego zniknęłaś i dlaczego zostawiłaś go ze złamanym serduszkiem. - Obie wybuchły śmiechem. Godzinę później Neffie żegnała się z przyjaciółką wracając do siebie.


~*~
 

- Blaise? A co ty tu robisz? - Hermiona zdziwiona spojrzała na wykrzywioną bólem twarz kolegi. - Co się stało?!
- Ona... Neffie... Nie żyje! - Zakrył rękami twarz, tłumiąc szloch.
- Nie... - Dziewczyna zbladła i po chwili osunęła się po framudze drzwi.



~*~

Ból. Fizyczny? Owszem, jest dotkliwy, lecz to ten psychiczny niszczy bardziej. Ból... Może mu się poddać? Zasnąć i już nigdy się nie obudzić... Trucizna? Nie. Wtedy odeszłaby po cichu, nie robiąc nic ekscytującego przed śmiercią... A może umrę jak ona? Skoczę pod rozpędzonego tira... A co jeśli przeżyję? Nie! Muszę mieć zagwarantowaną podróż na drugą stronę. Już wiem. Tak. To będzie dobra śmierć.
Zawsze chciała być ptakiem, latać, czuć na twarzy powiew wiatru... Wstała. Nogi same ją niosły, lecz nic jej to nie obchodziło. Chciała tylko wyrwać się ze szponów rozpaczy i uciec od przytłaczającego, wewnętrznego bólu. Po chwili stała u podnóża klifu. Zaczęła się wspinać. Spojrzała w dół. Wzburzone fale rozbijały się o skały, znajdujące się piętnaście metrów pod nią. Zamknęła oczy. Rozpostarła ramiona i rozkoszowała się wiatrem, który rozwiewał jej włosy. Wystarczy zrobić malutki kroczek i poleci... A później nie będzie czuła już nic...
- Hermiono! - Usłyszała tak dobrze jej znany głos. - Proszę! Nie rób tego! - Wyczuła błagalną
nutkę. - Zostań. Ze mną... Ona by tego nie chciała! - Głos się załamał. Otworzyła oczy i powoli się odwróciła. Spojrzała w błękitne oczy chłopaka.
- Nie mogę, Fred... Nie potrafię... Już dłużej nie wytrzymam tej... pustki i bólu! Wybacz...
- Proszę! Zrób to dla mnie...
- Żegnaj Fred. - Skoczyła. Uczucie było niesamowite. Czuła się wolna. Poczuła, że się uśmiecha. Rety! Ona się uśmiechała! Nie pamiętała już kiedy ostatnio to robiła. Leciała. A później uderzyła w taflę wzburzonej wody. Lodowata ciecz wleciała do jej nosa i ust. Rozdzierała jej gardło, zalewała płuca rozpalając niczym ogień. Powoli opadała na dno... Umierała. I wtedy pojawił się przed jej oczami. Nieziemsko piękny, wpatrujący się w nią ze złością i bólem. Był niczym anioł. Podpłynął do niej i chwycił ją w ramiona. Zamknęła oczy i z uśmiechem na ustach poddała się ciemności.

~*~

- Proszę... Ocknij się! - Kolejne uciski na klatkę piersiową. - Błagam! - Gorące łzy zaczęły kapać na twarz Hermiony. Fred zrezygnowany położył głowę na brzuchu dziewczyny wstrząsany szlochem. 
Po chwili poczuł delikatny ruch. Zerwał się na równe nogi i spojrzał na przyjaciółkę. Jej klatka piersiowa powoli unosiła się i opadała. Otworzyła oczy i zamrugała kilka razy oślepiona światłem.
- Gdzie jestem? Co się stało? - Z jej gardła podrażnionego słoną wodą wydobył się zachrypnięty szept.
- Skoczyłaś! Jak mogłaś to zrobić idiotko?! - Na jego zapłakanej twarzy pojawił się uśmiech pełen ulgi. Mocno ją przytulił. Następnie zdjął flanelową koszulę i zarzucił ją na przemokniętą dziewczynę. Wziął ją na ręce i zaniósł do swojego domu. Tam położył ją w wygodnym łóżku, gdzie od razu zasnęła. Przykrył ją kocem, postawił na stoliku szklankę wody i delikatnie musnął jej policzek
swoimi ustami. Uśmiechnęła się przez sen, a on opuścił pokój.

~*~


Śniła. Był to bardzo dziwny sen. Stała w pięknym ogrodzie. Dookoła rosły wysokie drzewa, śpiewały ptaki, latały motylki. Nagle, ni stąd ni zowąd, tuż koło niej pojawiła się Neffie. Zdziwiona rzuciła się przyjaciółce na szyję, mocno tuląc ją do siebie.
- O Rety! Neffie! Czyli jednak umarłam? Znów będziemy razem!
- Hermiono. Dlaczego skoczyłaś? Dlaczego chciałaś się zabić?
- Bo... Bo bolało. I już nie mogłam wytrzymać tego bólu. Chciałam znaleźć się tam gdzie ty!
- To jeszcze nie twój czas.
- Ale przecież umarłam! Prawda?
- Nie, Fred cię uratował.
- Ale... To dlaczego cię widzę?
- To tylko sen. Wróć do niego. On cię potrzebuje. A ty potrzebujesz jego.

~*~

Obudziła się w dużym pokoju. Natrafiła wzrokiem na szklankę wody i łapczywie wypiła płyn. Przełykanie sprawiało jej ból, ale bardzo chciało się jej pić. Usłyszała kroki stłumione
przez gruby dywan. Spojrzała za siebie i ujrzała Freda.
- Jak się czujesz? - Zapytał z troską w głosie.
- Bywało lepiej. - Uśmiechnął się do niej szeroko. - Dziękuję. Że mnie uratowałeś. - Znów spochmurniał.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Sama nie wiem. Byłam głupia.
- Ty? To słowo w żadnym wypadku do ciebie nie pasuje.
- W tym przypadku, chyba jednak pasuje.
- Nawet w tym przypadku. Masz - rzucił w jej kierunku bluzkę - pewnie jest na ciebie za duża, ale zawsze lepsze to niż zasuszone ubranie. - Rzeczywiście. Jej ubranie stało się suche od słonej wody. Chwyciła koszulkę i wstała.
- Gdzie jest łazienka?
- A już myślałem, że przebierzesz się tutaj... - Udał smutek. - Drugie drzwi na prawo. - Odprowadził ją wzrokiem.


Weszła do ogromnej łazienki. Od razu podeszła do olbrzymiej wanny i zaczęła napuszczać do niej wodę. Chwyciła małą buteleczkę z płynem różanym i wlała odrobinę do parującej wody. Zrzuciła z siebie sztywną bluzkę i jeansy i z przyjemnością zanurzyła się w gorącej substancji. Leżała tak może 15 minut. Z westchnieniem owinęła się miękkim ręcznikiem. Chwyciła koszulkę Freda i naciągnęła ją na siebie. Była taka duża, że mogła uchodzić za sukienkę. Uśmiechnęła się do siebie i wyszła z łazienki. Weszła do pokoju, w którym się obudziła. Fred siedział na kanapie pochylony nad książką. Wyglądał tak pięknie, gdy czytał! Zauważył, że mu się przygląda. Spojrzał na nią, a w jego oczach odmalowało się pożądanie. Podeszła do niego i usiadła mu na kolanach.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi, tak?
- Przyjaciółmi, którzy lubią robić to... - Delikatnie musnęła jego usta swoimi wargami. Poczuła, że się uśmiecha. Przywarł do niej namiętnie ją całując. Zamknęła oczy i oddała się rozkoszy.





[1] W II Bitwie o Hogwart zamiast Freda zginął George. - przyp. Autora.
2 Dumbledore nie zginął, nadal obejmuje stanowisko dyrektora Hogwartu. - przyp. Autora
.




Wkręciłam z tym Dramione XD Miłej Lektury 

~~ Manniaaaa

Rozdział 15

12:17 0 Comments A+ a-

Rozdział 15"Blaise...jak to Blaise zakochał się..."

- A nie mówiłam ? Dałyśmy spokój i rozstali się i wpadają w szał, gdy słyszą swoje imiona.
- No to chyba dobrze nie ?
- Dobrze ? Cudownie, więc idę do mojego przyszłego męża
- Kogo ?
- Męża Freda 
- Chyba śnisz 
- Jest mój, jestem starsza, z resztą i tak nie masz co marzyć

 * * * * * * * * * * 
- Hej Miona 
- Hej
-Co tam u Gryfoniaków ?
- A dobrze, a u Wężyków moich kochanych ?
- Cudownie 
- Co się stało ?
- Draco się ze mną pogodził i znów kumple, a Blaise... jak to Blaise zakochał się  
- Kto nie ma tego szczęścia - zaśmiały się 
- Znasz
- Pansy ! konkrety 
- Ginerva Weasley
- Ginny? O matko
- Co ja ?
-Ginny- powiedziały radośnie - a nic syndrom Molly już zniknął ?
- Nigdy go nie było 
- Ta jasne - rzucił przechodzący obok George 
- Braciszku, coś Ci nie odpowiada ? 
- Mnie ? Skądże.... Miona ? Chce pogadać, chodź
Przeszli się na błonie, był piękny słoneczny i ciepły dzień, choć błonie były wyjątkowo puste siedli obok jeziora tam gdzie zawsze... Siadywali tam od zawsze. Było to "Miejsce Spotkać Weasley'ów Pottera i Granger ".
 - Co chcesz? 
- Te dziewczyny - wskazał kłucące się siostry- łażą za Fredem i kłucą się o niego, ma dosyć i....
- I ? 
-Tęskni za Tobą 
- Chyba raczej za spokojem od nich, bo dzięki mnie się odczepiły, a ja mam dość tamtej szopki, więc nie... Jeśli prosił Cie o to, żeby mnie przekonać to Twoja misja była od początku przesądzona porażką, a teraz żegnam. Muszę napisać esej na Eliksiry

  * * * * * * * * * * 
Trzy godziny wcześniej ...

-Ty ruda !
- Do Twojej wiadomości mam imię, nie zbyt piekne, ale coż jednak je posiadam, więc albo raczysz go używać albo won ode mnie.
- Ale ja nie znam Tego imienia, piękna dziewojo... - uśmiechnął się czarująco
- Ginerva, lecz wszyscy mówią Ginny lub Gin... 
- Ginny- powiedział z fascynacją - jakże piękne imię, dla pięknej i zapewnę bardzo mądrej kobiety
- Owszem, a teraz jeśli pozwolisz chcę pojśc na zajęcia... Zielarstwo jest dosyć daleko..
- Obiecaj mi randkę
- ŻE CO ?! Jak nawet nie znam Twojego imienia, nie znam Ciebie. Nie licz na randkę.... Malutki Wężyku 
- Ja bym powiedział, że jest ogromny -powiedział z wyższością
- Ty świnio - krzyknęła i szybko teleportowała się pod cieplarnię numer trzy 

 * * * * *
* * * * * 
  
* * * * * * * * * * 
Rozdział oparty na dialogach, bo będą miały znaczenie w następnym rozdziale, który planowany jest za tydzień lub dwa... I jednak nikt nie rzucił Avady, jak dobrze.. ufff mogę odetchnąć z ulgą ;)
Polecam zaglądać do proroka codziennego ----> 
po prawej stronie druga notka. Każda notka jest do czytelników więc, czytajcie :) 
Zawsze zamieszczana jest przypuszczalna data premiery nowego rozdziału i staram się do niej stosować, ale miniaturki nie będą zapowiadane, taka niespodzianka.
 Ale news niedługo pojawi się pierwsza miniaturka, z wątkiem Dramione, które zmieni się z Fremione, albo na odwrót... 
jestem w środku, więc nie będzie spilerów :) 
zaglądajcie do tych notek 
~ polecam 
Mam nadzieję, że wszyscy czytelnicy wrócą i znów będzie tyle miłych komentarzy, to bardzo motywuje do pisania ;)   
Miłej lektury
~~ Manniaaaa
 

Rozdział 14

11:12 3 Comments A+ a-

Rozdział 14 " Proszę o danie mi szansy ... "

- Miona ? Co Ty tu robisz?
- Idę, nie można ?
- Gdzie Fred ?
-  A co ja jestem jego niańką, żeby go pilnować ? Nie przypominam sobie tego 
- Był z Tobą. Myślałem, że...
- Nie myśl tako to lepiej- zaśmiała się - jest u siebie, miał pójść spać.
- Sam ?
- Zawsze możesz do niego dołączyć, nie widzę przeszkód.
-Miałem na myśli Ciebie, szwagierko.


   * * * * * * * * * * 
Wracali pośpiesznie z błoni. Nagle Draco szarpnął za rękaw Pansy 
- Co jest ?
- Cisza. Słyszysz ? Tam jest Miona. Idealna okazja, zanim zdążysz się rozmyślić.
- Draco, boję się.
- Nie ma czego - pogłaskał ją po ramieniu - Hej ! Miona !
- Draco ? 
- No poczekaj, nie chce mi się biec, jeszcze się spoce taki ideał, ma śmierdzieć ?
- Cały Draco - prychnęła Pansy
- Ta... 
- Hemiono, chciałabym.. no ja.. chcę.. ahhh
- Spokojnie Pansy, jest dobrze - szepnął Draco.
- Blondasku, o co jej chodzi ?
- Po pierwsze Miona, nie blondaskuj mi tu teraz, po drugie, Pansy chce coś Ci powiedzieć- zwrócił się w stronę ślizgonki- teraz, tylko spokojnie
- Dobra, od początku. Hermiono, ja żałuję, że nazywałam Cię Szlamą, jesteś mądra, ładana, a wiesz, że rzadko to komuś mówię. Chcę Cię przeprosić i mam nadzieję, że mi wybaczysz. Proszę o danie mi szansy jak Smokowi, czy Diabłowi...
- Diabłowi ? -spytała Miona
- Blaise - powiedział Draco
- Oh, Parkinson, yyy...znaczy się Pansy... Wybaczam, masz czystą karę.
- Myślisz, że jest szansa, że się zaprzyjaźnimy ?
- Może, czas pokaże - uśmiechnęła się lekko 

 * * * * * * * * * * 

- No i jak tam bracie ?
- Daj mi spokój !
- Nie rozumiem, ona zła, Ty też, co jest ? 
- Odczep się ! - a jednak podstęp dział - pomyślał
- Rozstaliście się ?  
- A czy my kiedykolwiek byliśmy razem?  Nie !
- ALE..
- Nie ma żadnego ale... plan wziął w łeb, one wrócą , nie dadzą żyć, a Hermiona odeszła !! - krzyczał


 * * * * * * * * * * * 

* * * * * * * * * * *
 Kolejny rozdział, tylko szkoda, że nikt tego nie czyta,, cóż smutno, ale mam nadzieję, że wierni czytelnicy wrócą..

~~ Manniaaaa